HISTORIE MAM: „Bliźniaki? Wiesz co, nie mogę teraz rozmawiać…”

Taka ciąża zdarza się raz na 10000. Należy do najtrudniejszych, a jednocześnie najbardziej fascynujących. Dzieci rozwijają się w jednym worku owodniowym… gdyby odłączyły się od siebie odrobinę później, byłyby bliźniętami syjamskimi. O tego rodzaju ciąży przeczytacie więcej tutaj: Nie czytać bzdur i WIERZYĆ! O ciąży bliźniaczej jednoowodniowej. Dziś swoją historią dzieli się Monika, mama sześcioletniej Julki oraz trzyletnich Bartusia i Wojtusia.

15556260_1197003273715163_1674886133_o

„Mam dla pani wiadomość, tylko nie wiem czy dobrą czy złą”

O tym, że jest to ciąża bliźniacza dowiedziałam się dopiero w 11 tygodniu. Wiedziałam o ciąży od 5-6 tygodnia. Niestety lekarz, do którego poszłam, nie wierzył mi i przekładał wizyty. USG nie zrobił, ponieważ w Ośrodku nie ma takiego sprzętu i trzeba wypisać skierowanie do innej przychodni. W 8 tygodniu dalej uważał, że nie jestem w ciąży i wysłał mnie na badanie krwi. W laboratorium panie były w szoku, że lekarz nie rozpoznał ciąży, ponieważ współczynniki nie pokrywały się z jej tygodniem. Teraz już się nawet z tego śmiejemy, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Umówiłam się na wizytę prywatnie. Wizytę miałam w 11 tygodniu. Pierwsze badanie USG. Jeden wielki stres, bo to już 11 tygodni, więc od razu badanie „genetyczne”, ale nie spodziewałam się,że usłyszę „to bliźnięta”.

twinsusg

Położyłam się na leżance. Trwa badanie. Lekarz mówi: „Mam dla pani wiadomość, tylko nie wiem czy dobrą czy złą”. Byłam przerażona. Ponagliłam lekarza, żeby mówił o co chodzi. „To bliźnięta”

Ja: ”ALE JAK TO BLIŹNIĘTA?” Lekarz: „bliźnięta, jednojajowe jednoowodniowe”. Tyle pamiętam z pierwszej wizyty. Resztę przyćmił szok i płacz, bo się popłakałam. Tylko nie wiem czy ze szczęścia, z przerażenia, czy szoku. Pamiętam za to, że podziękowałam lekarzowi i wyszłam nawet mu nie płacąc 😀

Nic innego jak odzyskałam dzieciątko

Do lekarza pojechałam z siostrą, więc jak mnie zobaczyła zaryczaną, to nie wiedziała o co chodzi. Pokazałam jej zdjęcia i dalej nic. Dopiero jak jej powiedziałam, że to bliźniaki, to zaczęła się śmiać.

Później obdzwoniłam męża, rodziców, teściową, przyjaciółkę. Wszyscy byli zgodni: Łał. Niedowierzanie. Ale jak to. Tato :”Misiek nie martw się, damy rade”. Mąż: ”Co? Bliźniaki? Wiesz co, nie mogę teraz rozmawiać, później pogadamy”. Nie uwierzył.

Ostatnia była mama, akurat była na pielgrzymce do Częstochowy. Wysłałam jej zdjęcia. Usłyszałam: „Będzie dobrze, tak musiało być. Odzyskałaś.”

Też tak pomyślałam. W ciążę zaszłam w czerwcu 2013, a 3 listopada 2012 poroniłam.

Jak tego nie połączyć. Bliźniaki i to jednojajowe jednoowodniowe. Nic innego jak odzyskałam dzieciątko.

Po pierwszym szoku, wszystko toczyło się normalnie. Musiało. Mam starszą córkę, wtedy miała 2 lata i 8 miesięcy.

Wizyty były raz w miesiącu.  Z tego co pamiętam to różnica wagowa miedzy chłopcami nie była duża, a na to lekarz zwracał największą uwagę. Uczulał, żeby nie czytać w Internecie. Bo tylko dodatkowo i niepotrzebnie będę się denerwowała. Raz zaczęłam czytać, wtedy powiedziałam: „nigdy więcej”. Żyliśmy normalnie. Od wizyty do wizyty, było ciężko, ok. 29 tyg pojawiła się zgaga i bolący brzuch.

Bałam się o chłopców (…) miałam zostawić córkę…

Przed samymi świętami Bożego Narodzenia miałam wizytę, przyjął mnie w zastępstwie inny lekarz, wtedy przyszło przerażenie. Jakby nagle zaskoczył: „Pani ma bliźniaki? Jednojajowe?  Jednoowodniowe? To Pani musi iść do szpitala. Na obserwację.” Jak to, po co, przecież chłopcy rosną, mają się dobrze.

„Weszło zarządzenie, że takie ciąże jak Pani muszą być pod obserwacją, bo istnieje duże ryzyko uduszenia i takie ciąże najczęściej rozwiązuje się do maksymalnie 34 tygodnia. Przyjmiemy Panią na oddział, na zastrzyki na rozwój płuc dla chłopców, dzisiaj i jutro. Dostanie Pani skierowanie do szpitala na obserwację. Proszę jechać do MSWiA, poinformuję kolegę, że Pani przyjedzie.”

I tak było. Dobrze, że nie byłam sama. Bo tylko płakałam. Bo bałam się o chłopców. Bo miałam zostawić córkę.

Po świętach stawiłam się w szpitalu. Zalecenie 4 razy na dobę ktg. I co rano na obchodzie: „jak się pani czuje?”. A na pytanie kiedy CC, słyszałam, że dajemy chłopcom jeszcze czas.

Tak, to rzeczywiście cud, że dotrwaliśmy.

Po 2 tygodniach przyszedł dzień cesarskiego cięcia. 9.01.2014. W 35 +5 tygodniu. Byłam jako pierwsza w tym dniu.

Szybko poszło. Całe to przygotowanie, aż do momentu wyjęcia chłopców. Nic nie mówili. Tylko biegali. Słyszałam jak płaczą. Nie wiem czy jeden, czy dwóch. Widziałam jednego z chłopców, drugiego zabrała lekarka. Później i jego zabrano.  OIOM neonatologiczny. I zobaczyłam ich dopiero na zdjęciach jak mąż mógł do niech wejść.

A mi lekarze mówili, że to cud, że się nie podusili, robili zdjęcia, nawet ordynator przyszedł je zrobić. Pępowiny chłopców były owinięte wokół siebie 17 razy, plus na jednej był węzeł. Tak, to rzeczywiście cud, że dotrwaliśmy. Byliśmy pod dobrą opieką.

15776339_1213422868739870_2138119404_o

15785087_1213422938739863_22655859_o

Tacy malutcy i bezradni…

Chłopców zobaczyłam dopiero następnego dnia. Byli w inkubatorach. Pokłuci. Z mnóstwem rurek. Cały czas pompy coś podawały, coś pikało, coś piszczało. Byli jak laleczki, a ja nie mogłam nic zrobić, żeby im pomóc. Tacy malutcy i bezradni. Jedyne o czym myślałam, to to żeby walczyli, że jestem przy nich i że bardzo ich kocham.

 Wojtuś urodził się jako pierwszy z wagą 1750g, mierzył  44 cm, dostał 8/6/5/7 pkt w skali Apgar. Zaraz po porodzie był wentylowany, a następnie podłączony pod nCPAP i wspomagany respiratorem Serwo. Był cały czas niestabilny oddechowo. Występowały jakieś zmiany w RTG, w 2 dobie został uśpiony ze względu na ciągłe desaturacje i duże potrzeby tlenu. W 4 dobie było krwawienie z płuc-na szczęście szybko opanowane. Od 9 doby oddychał samodzielnie. W międzyczasie musiał mieć przetaczaną krew, miał podawane żelazo. Wszystkie USG prawidłowe. Badanie okulistyczne też wyszło prawidłowo.

Bartuś urodził się minutę później z wagą 2050g i 43cm, dostał 9/9/9/8 w skali Apgar. W pierwszej minucie miał oddech własny, po przeniesieniu na OIOM został podłączony pod nCPAP ze względu na zaburzenia oddychania, zastosowano również wentylację z respiratora Serwo. Później został zaintubowany, ponieważ nastąpiło pogorszenie  upowietrznienia płuc. W 2 dobie był powrotem na nCPAP a w 5 na własnym oddechu. Były problemy z krwią, również było podawane żelazo i dodatkowo erytropoetyne. Był zakażony gronkowcem i miał podawany antybiotyk. W USG brzuszka, w wątrobie, znaleźli coś co mogło odpowiadać naczyniakowi .Pozostałe USG prawidłowe. Badanie okulistyczne prawidłowe. Obu nie ominęła żółtaczka i naświetlanie.

Z badań zaraz po porodzie mieli wykonane USG brzuszka, USG przezciemiączkowe, ECHO serca, RTG klatki piersiowej i brzusznej. Była wykonana cała morfologia, rozmaz krwi, biochemia, gazometria i posiew krwi. U Bartka dodatkowo wymaz z ucha.

Chłopcy w szpitalu byli miesiąc. Przy wypisie podczas badań przesiewowych Wojtkowi badania wychodziły w normie, natomiast u Bartusia coś było nie tak. Wychodząc ze szpitala dostaliśmy dwie listy z zaleceniami gdzie i w jakim terminie mamy się udać. Zaraz po wyjściu ze szpitala wszystko kręciło się wokół chłopców. Karmienie-notowanie który, ile i o której zjadał, przebieranie, dodawanie mieszanki do mleka, podawanie leków. W międzyczasie ściąganie mleka, pozostałe obowiązki domowe i znajdowanie czasu dla córki. Oprócz tego wizyty u lekarzy i umawianie na inne.

…z perspektywy czasu mogę mówić o tym normalnie, ale wtedy…

Na początku poradnia preluksacyjna, foniatryczna, okulistyczna, neonatologiczna, neurologiczna, poradnia wątroby i jeszcze nasz pediatra. I tak jeździliśmy od jednego do drugiego całą piątką. Zresztą do dzisiaj często tak się zdarza, że wszyscy razem jeździmy do lekarzy. Poradnia preluksacyjna była OK – obaj kontrola po pół roku. Foniatryczna-rany ile tam jest czekania. Nie skończyło się na jednej wizycie. Pierwsze badania nie były zadowalające, wiec musieliśmy umówić chłopców na ABR. Po ABRze Wojtuś skończył tam wizyty, u Bartka wystąpił obustronny niedosłuch, nieduży ale jednak. Teraz z perspektywy czasu mogę mówić o tym normalnie, ale wtedy było ciężko-w końcu każdy rodzic chce, żeby jego dziecko słyszało i było zdrowe. W poradni jesteśmy dalej, w grudniu mieliśmy mieć jeszcze otoemisję, ale ze względu na chorobę trzeba było znów przełożyć badanie. W maju mieliśmy kolejny ABR, ale nocny – wyszedł prawidłowo. Ależ byłam szczęśliwa. Niestety kazała nam pani doktor iść do logopedy i psychologa – bo dlaczego dziecko, które ma skończone 2 lata i 4 miesiące jeszcze nie mówi? I tak doszły dwa dodatkowe zajęcia. Okulista – chyba byliśmy tam ze 2 razy zaraz po wyjściu ze szpitala, nic się nie zmieniło, ale we wskazaniach była kontrola do 2 roku życia. Tak więc w grudniu zeszłego roku byliśmy i tyle ile udało się wybadać na dwulatkach to nie ma tragedii, wszystko w granicach normy. Córka ma astygmatyzm mieszany, więc teraz musimy być jednak bardziej czujni pod tym względem. Pani neonatolog ogólnie nie miała zastrzeżeń, ale w pewnym momencie Wojtuś miał złe wyniki – anemia, trzeba robić zastrzyki. Po serii zastrzyków wyniki bardzo się poprawiły.

twinslove

Taka wiadomość zwala z nóg.

Poradnia wątroby – tylko z Bartusiem. Rzeczywiście coś jest, ale co…? To trudno powiedzieć. Badania krwi, żeby sprawdzić co się dzieje. Tzw. alfafotoproteina – badamy do dziś, w październiku mamy kolejną kontrolę. Pierwszy wynik jaki usłyszałam i odpowiedz co to może oznaczać osłabiła mnie, ponad 8000 gdzie normą jest 5 – a oznaczać może, uwaga: bo dzieci małe tak mają, coś jest nie tak z wątrobą, bądź nowotwór. Pani doktor kazała się nie denerwować, powtórzymy badanie za miesiąc i jak będzie spadało to dobrze. A co przez ten miesiąc? Taka wiadomość zwala z nóg i rozbija, pozostaje myślenie. Po miesiącu – spadło, ogromna ulga. Kontrolujemy czy spada dalej. W zeszłym roku nie spadło tylko urosło z 10 do 19. Teraz znowu spadło i muszę umówić się na kolejną wizytę. Zobaczymy czego dowiem się tym razem – lekarz powiedział, że jak spadnie to pewnie nie będziemy musieli się pojawiać.

…latać ich już nie nauczymy

Neurolog-terminy. Jak zaraz po wyjściu dzwoniłam, żeby zapisać dzieci do lekarza to stwierdziłam, że takie rzeczy powinno się robić już w ciąży. W momencie kiedy byliśmy u Pani doktor, stwierdziła ona napięcie mięśniowe i zaleciła rehabilitację. I kolejne spotkania. W maju konsultacja u lekarza od rehabilitacji a od lipca 10 spotkań. Później zostały one jeszcze wydłużone o kolejne 10, ale ich nie dokończyliśmy, bo we wrześniu dzieci zaczęły chorować. Wizyty u pani neurolog zakończyły się, jak już mieliśmy rehabilitację. Pani Gosia, która ćwiczyła z chłopcami śmiała się, że już dawno nie miała takich dzieci, które tak dobrze współpracowały. Przez choroby sporo omijaliśmy, ale jak byliśmy to zaskakiwali Panią swoimi osiągnięciami. I tak w swoim ur 10 miesiącu Wojtuś zaczął chodzić, a miesiąc później Bartuś. Pani Gosia stwierdziła, że kończymy nasza przygodę z rehabilitacja bo latać ich już nie może nauczyć.

I tak jedno odpadało, drugie się pojawiało.

Jak już wspomniałam, w pewnym momencie chłopcy zaczęli chorować. W swoim 9 miesiącu złapali pierwsze zapalenie oskrzeli-antybiotyk, minęły 2 tygodnie i kolejne zapalenie oskrzeli-antybiotyk. I tak do grudnia z tygodniowymi bądź dwutygodniowymi odstępami nawracające obturacyjne zapalenie oskrzeli. Trafiliśmy do innej pani doktor, która po wysłuchaniu historii choroby chłopców  stwierdziła, że mają alergie na białko mleka krowiego i jajka kurze. Dostaliśmy skierowanie do alergologa. Trzeba było umówić kolejna wizytę – neonatolog odpadł, bo skoro jesteśmy pod stała opieką pediatry to nie musimy do niej przyjeżdżać. I tak jedno odpadało, drugie się pojawiało. Po odstawieniu wszystkiego, gdzie znajdował się nabiał i jajka i zmiany mleka nastąpiła poprawa. Zapalenia oskrzeli zniknęły. Po wizycie u alergologa dostaliśmy skierowanie do pulmonologa i mamy stwierdzoną astmę wczesnodziecięcą.  Z alergii na mleko właściwie wyszliśmy, od pół roku jedzą nabiał, a karton mleka potrafi zostać wypity nawet jednego dnia. Jedynie jajka są naszą zmorą. Raz dostali i od razu pojawił się katar. Z Bartusiem jeździłam jeszcze do laryngologa bo miał zapalenie uszu.

Niedługo chłopcy skończą 3 lata. Jak tak myślę co mam napisać i co piszę – to jestem przerażona. Bo przez te prawie 3 lata czas mija nam od lekarza do lekarza, od choroby do choroby.  W tej chwili jeździmy do pulmonologa, naszego pediatry, okulisty, poradnia wątroby, był nawet kardiolog-ale sprawdzone i szmery są fizjologiczne i niewinne, jeździmy na zajęcia raz w tygodniu dla trzylatków do poradni. Pani psycholog powiedziała, że rozwijają się prawidłowo, mieszczą się w granicach normy i wszystkie niedociągnięcia da się wypracować.

Uśmiechem satysfakcji rozwalają system

twins

A teraz o samych chłopcach. Przez ten czas, jejku ile oni mieli już różnych etapów. Są różni. Niektórzy pytają się jak ich rozróżniamy. Jak się urodzili, sama się nad tym zastanawiałam. Ale teraz… inaczej chodzą, inaczej się śmieją, inaczej mówią – po swojemu lub pojedyncze słowa. Chłopcy wstają jako pierwsi, budzą mnie, wybieramy im ciuchy albo czasami jak wstaję, są już ubrani. Od roku sami korzystają z łazienki. Ładnie samodzielnie jedzą. Jak są chorzy, nie mam problemu z podawaniem leków – nawet tabletki wezmą i pogryzą lub rozpuszczą w buzi jak trzeba. Wizyty u lekarza – duma dla mnie. Aniołki. Ładnie się rozbierają – czasami między sobą się przepychają, który ma być pierwszy, ale ostatecznie zawsze ładnie współpracują z lekarzami. Nawet podczas pobrania krwi: będą płakać, to zrozumiałe, ale dadzą sobie ją pobrać bez wyrywania się. Kiedyś – mieli może ze 3 miesiące – byłam sama z nimi na pobraniu. Wojtuś wtedy spał w foteliku, a Bartusia wzięłam do pobrania. W momencie ukłucia Wojtuś się rozpłakał, a Bartuś nie. Innym razem Wojtuś został w domy z babcią i w pewnym momencie bardzo się rozpłakał, a nic mu się nie stało. Ja w tym czasie byłam na pobraniu krwi z Bartkiem. Teraz rzadziej obserwuje takie sytuacje – może będę więcej wiedziała jak zaczną więcej mówić. Ze sobą dogadują się bez słów, czasami wystarczy im: „ta, ta” i już wszystko wiedzą. Obaj są bardzo chętni do pomocy – sprzątają ze mną, a nawet chcą pomagać przy zmywaniu. Gdy narozrabiają i wiedzą o tym, to jak zwraca im się uwagę albo mówią, który to zrobił albo od razu spuszczają  głowę-podpatrzyli to u siostry 😀

Wojtuś to taki mały „czaruś”, taki mały zalotnik. Bardzo lubi patrzeć na dziewczyny, które mają długie włosy. Czasami nieśmiały – patrzy czy Bartuś coś zrobi, jak tak to on też. Nic go nie przeraża. W domu żartujemy, że będzie kaskaderem – bo nieważne, czy coś jest wysoko, daleko to skacze i nie patrzy. Na przykład odległość od krzesła do łóżka – bach, skacze. Jak spadnie, podnosi się i przesuwa krzesło aby było bliżej albo próbuje dalej skoczyć. Ostatnio bardzo chce rządzić: codziennie, a nawet dwa razy dziennie była batalia o powrót do domu po odprowadzeniu siostry na przystanek. Czasami były wrzaski, płacz i rzucanie się na ziemię, bo on chce iść gdzie indziej.  Na dworze króluje biegówka, trampolina, piłka i wszystko, na co się można wspiąć. Oczywiście zabawki siostry też są fajne. Wózkami też się lubi bawić. Jeżeli chodzi o charakter, trudno mi powiedzieć. Już myślałam, że jest spokojny i ugodowy, a teraz znowu zaczyna walczyć i być złośliwy. Bartuś z kolei… to się u niego nie zmienia. Jest otwarty, lubi się przytulać, do każdego podejdzie, przywita się i przybije „piątkę”. Miał teraz chwile przerwy w buncie. Znowu zaczyna „obrażać się”, gdy np. nie pojadę w tę stronę, którą on chciał lub powiem, że czegoś nie wolno.  Jest bardziej ostrożny w zabawie niż Wojtuś. Jest wolniejszy i bardzo mu się to nie podoba. Obaj są bardzo szczerzy – na pytanie, kto to zrobił zawsze mi mówią kto to, nawet jak nie było to nic dobrego. Wtedy z tym uśmiechem satysfakcji rozwalają system. Z ich wspólną zabawą bywa różnie. Najczęściej trwa ona przez 5min. Często sytuacje sporne rozchodzą się po kościach, ale bywa i tak, że potrzebna jest interwencja. Teraz są na etapie układania klocków, rysowania, biegania, śpiewania i nawet zainteresowali się w końcu moim czytaniem i oglądaniem książeczek, bo było tak, że służyły im one np. do rozrywania. Jedzenie, właściwie to nie mogę narzekać, gdzie bym się nie ruszyła to chętnie coś by zjedli. Byli ważeni niedawno i Wojtuś waży 14,5 kg i ma 96 cm a Bartuś waży 15,5kg i ma 98cm.

Co mogę powiedzieć… są fantastyczni! Przyjdą, wycałują, wytulą. Na pytanie czy kocha, przytulają. Są szczęściem dla każdego członka naszej rodziny! Kocham całą moją trójcę i staram się nic nie przegapić, zapewnić im wszystko co najlepsze, żeby byli zdrowi i szczęśliwi. Żeby się wzajemnie wspierali i nie dali któremuś z rodzeństwa zrobić krzywdy. Dziadkowie, Babcie, Ciocia z Wujkiem – oni zawsze starają się pomagać. Często bez nich byłoby ciężko ogarnąć sytuację.

Wiary, sił i pokładów cierpliwości!

Rodzicom oczekującym bliźniaków jednoowodniowych – życzę wiary, że ich historia zakończy się dobrze i będzie prowadził ich dobry lekarz, selekcjonowania informacji z Internetu i nie przyswajania bardzo tej wiedzy. Następnie sił i pokładów cierpliwości w wychowaniu podwójnego szczęścia-to już wszystkim rodzicom wieloraczków! 🙂

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Moniki. Wszelkie prawa są zastrzeżone.

Podziel się

Polub Elementarz

Hurra chcesz mnie polubić
Hurra chcesz mnie polubić
INSTAGRAM

Chmurka

babeczki pizzowe; stół szwedzki; przekąska; placek ala pizza bliźnięta na rowerze ciąża mnoga; ciąża bliźniacza cytologia; USG piersi czym zająć dziecko w podróży; podróż z dzieckiem dogoterapia; kynoterapia; terapia autyzmu; pies terapeuta dzieci w kościele; dziecko podczas Mszy; o maluchch Twardowski dziecko boi się dziewczynka bawi się autami; równościowe przedszkole garderoba w małym domu; garderoba w mieszkaniu; szafa z drzwiami przesuwnymi gotowanie dla niemowlaka instagram integracja sensoryczna; zaburzenia SI jak ubrać dziecko; czy wychodzić na dwór jak jest zimno; mon petit bleu; bandanka dla dziecka kąpiel bliźniąt karmienie piersią; bank mleka; mleko matki karmienie w kościele; papież o karmieniu piersią kraina mlekiem i miłością płynąca; fotografie mam karmiących krem na odparzenia książki mojego dzieciństwa; konkurs książkowy Lenka Komecka mielonka dla dziecka muffinki ze szpinakiem; muffinki jajeczne; szpinak jajka naturalna cesarka; łagodna cesarka; naturalny poród bliźniąt niepełnosprawny tata odstawienie od piersi padam na twarz Rbecca Eckler recenzja pamiątki z dzieciństwa pierwsza zupka placek drożdżowy bez wyrabiania; ciasto drożdżowe bez zagniatania Poród bliźniaczy poród; Jeannette Kalyta; Położna; międzynarodowy dzień położnej; profilaktyka samobójstw; by chciało się żyć; przemoc wobec dzieci; dwuletni Marcelek przepis truskawki; koktajl truskawkowy; napój mleczny przepis przygotowanie na przyjście rodzeństwa recenzja; Dziewczyny z Powstania; Powstanie Warszawskie rodzeństwo się bije; zgodne rodzeństwo; rodzeństwo rywalizuje rozszerzanie diety sids tęczowe czapeczki; szydełkowe czapeczki; urodziny Vetulani o sześciolatkach; odroczenie od obowiązku szkolnego; zupka