Gotuj i leć na egzotyczne wakacje! …czyli o tym, jak karmić niemowlęta przez tydzień nie zbliżając się do garów.

Mój pierworodny synek w pierwszym roku życia nie zaznał smaku domowej kuchni. To znaczy zaznał, raz. Moje wysiłki zbył jednak prychnięciem i uparcie odwracał główkę od łyżeczki. Zresztą, i tak nie było czasu na gotowanie. Dziś nawet mi samej trudno uwierzyć w to, że mając jedno jedyne dziecko, nie potrafiłam znaleźć chwili na obranie paru marchewek. Ale rzeczywiście tak było! Chłopak był z tych mocno wymagających. Zwolennicy Rodzicielstwa Bliskości nazwaliby go HNB (High Need Baby) i pewnie byłoby w tym wiele racji: pierwsza przespana noc w wieku ponad 3 lat (na Matki Bożej Gromnicznej – do dziś pamiętam, widzicie więc, jakie to było wydarzenie!), pierwsza jazda autem bez płaczu – 2 lata, wytrwanie dłużej niż 5 minut w wózku bez płaczu – 2 lata. Pierwszy rok upłynął więc na noszeniu i prowadzaniu synka w miejsca wskazane całym wiercącym się ciałkiem. Owszem, mogłam wsadzić go do fotelika, dać jakieś zabawki i zatknąwszy uszy stoperami, skrobać marchewki, ale to nie w moim stylu. Mieliśmy nieocenioną babciną pomoc, wykorzystywaliśmy ją jednak niemal w stu procentach na zajmowanie się dzieckiem w czasie, gdy pracowałam. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż Tata w owym czasie uległ wypadkowi. Cieszyliśmy się, że jest i wspiera nas psychicznie. Tak więc zamiast skrobać marchewki, pakowałam syna w chustę i zgarniałam marchewkę w słoiku ze sklepowej półki. Przy jednym dziecku nie idzie tego dużo, a i lata były bardziej tłuste. Dodatkowo tłumaczyłam sobie, że to nawet lepsze, zbadane itd. Czytałam skład, wybierałam to, co nie zawiera kwasku cytrynowego (tylko brzmi jaka samo zdrowie!) i innych polepszaczy. Dziecko zajadało, aż mu się uszy trzęsły, a ja miałam możliwość spędzać z nim tyle czasu, ile potrzebował. Z perspektywy czasu, patrząc dziś na mojego pięciolatka, oceniam tą decyzję dobrze.
Kiedy na świat miały przyjść dziewczynki, wiedziałam, że finansowo nie damy rady kupować słoiczków. Była obawa, że ze względu na wiele obowiązków nie dam też rady gotować i dzieci będą jeść tylko (i aż) moje mleko do czasu, gdy zaczną na siebie zarabiać;) Na szczęście panny, nawet obie naraz, nie są tak absorbujące jak starszy brat, ja zaś prawie nie pracuję (zawodowo, hehe) i przy dobrej organizacji jest czas na wszystko.
Po tym przydługim wstępie, opiszę Wam mój sposób na przygotowanie jedzonka na cały tydzień dla dwójki niemowląt. Mając trojaczki lub czworaczki, przemnóżcie sobie odpowiednio produkty;) Nie musicie robić tego z aptekarską dokładnością, dzieci i tak powinny zjeść tyle, ile mają ochotę.
Dzisiejszy przepis dotyczy najmłodszych dzieciaczków, powyżej 6 miesiąca, ale takich, które już mają za sobą pierwsze obiadki. (Przepisy na pierwsze zupki znajdziesz tutaj.) Wpis jest opracowany zgodnie ze schematem żywienia, zaprezentowanym w maju 2014 roku. Pamiętaj, że dietę należy rozszerzać powoli, stopniowo, obserwując czy któryś z produktów nie uczula malucha.
Do rzeczy. Potrzebujesz:
Kuchenki gazowej, elektrycznej czy jaką tam masz. Ewentualnie dodatkowo możesz użyć parowaru.
Garnków. Najlepiej czterech, w tym jeden większy. No chyba, że masz więcej palników.
Blendera. My spaliliśmy już dwa „stacjonarne” blendery, najwygodniejszy i najbardziej poręczny jest ręczny;)
Pojemniczków lub woreczków na mrożonki. Najbardziej praktyczne są plastikowe pojemniczki, ale nie są konieczne. Pamiętaj, że nie wszystkich woreczków można używać w mikrofalówce.
O ile nie masz czajnika elektrycznego, przed rozpoczęciem gotowania dobrze jest ugotować wodę, może się przydać. Przypominam, że wszystkie palniki będą za chwilę zajęte.
A teraz jedzonko. Skąd wziąć zdrowe jedzonko? Ano, na początku kupowałam ekologiczne warzywa od sąsiadów. Niestety, już wszystko przejedzone. Teraz kupuję na targu lub (w ostateczności) w supermarkecie. Kurczaki także nabywałam od sąsiada, ale już wszystkie zostały wybite. Teraz kupuję mięso po prostu w sklepie. W większych miastach są targi i sklepy z ekologiczną żywnością, jeśli ktoś chce – znajdzie.

wm1

Co się będzie działo, w wielkim skrócie:
Gotuję „bazowe” produkty w dużym garnku. W osobnych garnkach gotuję mięso oraz dodatkowe warzywa. Z ugotowanych produktów szykuję kilka opcji obiadków. Uzupełniam „bazę” jajkiem i glutenem. Blenduję. Zamrażam. Gotowe!

A tutaj po kolei:
Marchewka, ziemniaki i pietruszka. To moja „baza”. W zależności od tego, czy chcesz mieć bardziej czy mniej „opalone” dziecko, daj więcej marchewki lub ziemniaków. Pietruszkę daję zwykle jedną. Do takiej bazy możesz dodać też trochę natki pietruszki. Z czasem, gdy dziecko będzie przyzwyczajone do większej ilości smaków, możesz dodać także cebulkę, pora czy seler. To właśnie wędruje do największego garnka i gotuje się do miękkości, zalane sporą ilością wody, z dodatkiem masła lub oleju rzepakowego (+/- łyżeczka na 100 ml, czyli tu około 7 łyżek stołowych). Miękkość w przypadku marchewki oznacza czasem nawet 2 godziny gotowania.
Mięsko – u mnie na początku był to indyk lub kurczak. Nie cały. Zaczynamy od około 10 deko (czyli płaska łyżka stołowa) ugotowanego mięsa na porcję, stopniowo zwiększamy do 20 deko. To powinno być około 10% całego dania. Wiem, że dobry jest też królik, ale miałabym wrażenie, że podaję dzieciom kota… mam opór. Gotuję to w małym garnuszku (można w parowarze).
Na dwóch sąsiednich palnikach gotuję jakieś inne warzywka, dziś będzie to cukinia i szpinak (te dodatkowe warzywa też możesz gotować w parowarze). Cukinię mam świeżą, a szpinak mrożony. Latem poprosiłam brata, by kupił mi na targu szpinak od babuleńki. Ile, ile… a, ze 3 kilo, palnęłam. Worek szpinaku był ogromny i pracy z nim było co niemiara. Przede wszystkim płukanie – musi być dokładne, by piach nie zgrzytał między zębami (o ile dziecko zęby już ma;) Następnie zblanszowanie (chwila gotowania we wrzątku), dalej odciśnięcie wody, porcjowanie i mrożenie – gdy już wystygnie. No ale teraz proszę bardzo, raz-dwa wyjmuję z zamrażarki i mam co ugotować. Podobnie jest z dynią, warto mieć pomrożone kosteczki. Dla leniwych dobra jest Hokkaido (nie trzeba obierać), ale jednak skórka nie rozgotowuje się idealnie jak dla najmłodszych niemowląt. Szpinak (dodałam do niego ząbek czosnku, zobaczymy, czy małe zaakceptują) gotuje się szybko. Uważaj, żeby nie przypalić:)
Czasem po zdjęciu z gazu warzyw, które szybko zyskują miękkość, gotuję coś jeszcze – pomidory, buraczki lub brokuły (można dodać do nich np. bazylię i tymianek). Jeżeli z brokułów nie wypływają robaki (bleeee, ale ekologicznie), znaczy to, że są pryskane. Inaczej się nie da.

2wm

Gdy wszystko jest już elegancko miękkie, z garnków (poza „bazą”) wylewam wodę.
Do garnka ze szpinakiem wrzucam kilka ziemniaków, dolewam trochę wody z „bazy” oraz kawałek mięska. Kilka ziemniaków wrzucam do cukinii, także dodaję wodę z bazy i kawałek mięska. Resztę mięsa wrzucam do „bazy”. (Miłośnikom farmacji proponuję zblendować mięso oddzielnie i dodać odpowiednią ilość – początkowo 10 gram, z czasem do 20 gram – do gotowych porcji.)
Dzieciaki powinny 3-4 razy w tygodniu dostawać jajko oraz stopniowo oswajać się z glutenem. Aby całą procedurę ułatwić, robię tak: do miseczki wbijam 3-4 jajka, miksuję trzepaczką z kaszą manną, którą dodaję stopniowo. Wlewam to pomału, mieszając do bazy i kilka minut jeszcze gotuję.

6wm

7wm

8wm

9wm

10wm

(Można dodać samą kaszkę, a jajko gotować co drugi dzień i mieszać w miseczce, ale kto by pamiętał…)
Blenduję wszystko.

11_1wm

13wm

Jeżeli gotowe danie jest za gęste, dodaję przegotowanej wody, jeżeli za rzadkie – zagęszczam kaszką manną lub kukurydzianą. Już Ty wiesz, jaka konsystencja jest dobra dla Twojego dziecka. Z czasem blenduj coraz mniej lub rozgniataj widelcem, tak by na „osiemnastkę” dzieciak zjadał już całe ziemniaki, nie tylko puree. Dzięki temu bez trudu jako student poradzi sobie z kebabem.
Czas na największe emocje!

4wm

Puree ziemniaczano-szpinakowe nakładam do pojemniczków i zakręcam.

Podobnie leczo z cukinią.

„Bazę” wlewam do pozostałych pojemniczków. To domowy rosołek z lanymi kluskami (co z tego, że z ziemniakami; zresztą, jak kogoś to razi, może zrobić bez ziemniaków). Gdybym ugotowała osobno buraka, brokuły czy pomidory, dodałabym je po trochu do niektórych pojemników z „bazą”.

15wm

16wm

Przeliczam wszystko. Teraz wiem, przez ile dni nie muszę gotować dla dzieci!

19wm

Dania na dziś i na jutro zostawiam w lodówce (są w słoiczkach). Reszta – fru do zamrażarki! (Niektórzy rodzice zamiast mrozić wekują dania dla dzieci w słoiczkach i trzymają je przez kilka dni w lodówce).
Teraz zmywanie… Lubię ten moment, gdy wszystko mam już posprzątane, przeliczone i zamrożone.
Rozmrażanie:
Jeżeli chcesz rozmrażać bez mikrofali, najlepiej wyjmij jedzonko z zamrażarki dzień wcześniej, wieczorem. Przed podaniem przegotuj jeszcze raz, odzyska wtedy swą pierwotną konsystencję.
Ja jednak jestem miłośniczką mikrofal, nie wierzę w ich szkodliwą moc (zwłaszcza odkąd mam trójkę dzieci, przy pierwszym byłam ostrożniejsza). Robię tak: wkładam pojemnik na minutkę, na pełną moc. Odkręcam zakrętkę i wstawiam znów na dwie minuty. Mieszam, wstawiam znów na dwie. Mieszam i studzę. W 5 minut mam gotowy, ciepły obiadek dla dzieci.

Dobrego apetytu!

5wm

To jeden z wielu pomysłów na szybkie, a jednocześnie zróżnicowane gotowanie na kilka dni. Dziecko ma szansę poznawać i utrwalać nowe smaki, a Ty masz więcej czasu, który możesz dowolnie zagospodarować (z tym chyba nie będzie problemu?)
Z czasem pojawią się u mnie przepisy bardziej wymyślne, a także pomysły na zdrowe i szybkie desery. Czujcie się zaproszeni!

Dziękuję Jagodzie Kowalczyk za fotografie.

P.S. Jeszcze te egzotyczne wakacje…Porcja obiadku kosztuje około 5 złotych. Pomnóż to przez liczbę dzieci i co najmniej 180 dni. U mnie wychodzi 1800. Nawet odliczając kilka stówek na produkty,  last minute spokojnie sobie wykupisz. Produkując domowe deserki odłożysz na bilety dla dzieci. Jeśli karmisz piersią, pojedzie jeszcze mąż i niania. Przyjemnego wypoczynku (dobrze chociaż pomarzyć nad garnuszkiem;)

Podziel się
  • Yo

    Ładne zdjęcia:)

  • Mefisto Von Cielecka Drozdz

    czekalam i sie doczekalam :)))

  • Karola

    Super jutro ugotuje obiad i następnego dnia lecę na egzotyczne ferie 😉

  • Ania Motyl

    wciągnęłaś mnie w czytanie:) chyba mam ochotę na marchewkę:)

  • Ola Okrojek

    no i takie gotowanie to ja rozumiem!

Polub Elementarz

Hurra chcesz mnie polubić
Hurra chcesz mnie polubić
INSTAGRAM

Chmurka

bliźnięta na rowerze cesarskie cięcie; cesarka; znieczulenie podpajęczynówkowe; czym zająć dziecko w podróży; podróż z dzieckiem dogoterapia; kynoterapia; terapia autyzmu; pies terapeuta dzieci w kościele; dziecko podczas Mszy; o maluchch Twardowski dziecko boi się dziewczynka bawi się autami; równościowe przedszkole gotowanie dla bliźniąt gotowanie dla niemowlaka instagram integracja sensoryczna; zaburzenia SI jak ubrać dziecko; czy wychodzić na dwór jak jest zimno; mon petit bleu; bandanka dla dziecka jak wyrwać mleczaka kąpiel bliźniąt karmienie bliźniaków; bliźniaki na piersi karmienie piersią; bank mleka; mleko matki karmienie w kościele; papież o karmieniu piersią kraina mlekiem i miłością płynąca; fotografie mam karmiących książki mojego dzieciństwa; konkurs książkowy mielonka dla dziecka naturalna cesarka; łagodna cesarka; niebanalny prezent; prezent dla babci; prezent dla dziadka niepełnosprawny tata odstawienie od piersi padam na twarz Rbecca Eckler recenzja pamiątki z dzieciństwa pasztet dla niemowlaka; pasztet dla dziecka; domowa vegeta pierwsza zupka placek drożdżowy bez wyrabiania; ciasto drożdżowe bez zagniatania Poród bliźniaczy prezent dla dwulatka; prezent na 2 urodziny przepis truskawki; koktajl truskawkowy; napój mleczny przepis przygotowanie na przyjście rodzeństwa recenzja; Dziewczyny z Powstania; Powstanie Warszawskie rodzeństwo się bije; zgodne rodzeństwo; rodzeństwo rywalizuje rozszerzanie diety Sala Zabaw w Lublinie; wyniki konkursu sids tęczowe czapeczki; szydełkowe czapeczki; urodziny weleda zabawne dialogi; dzieci mówią; zapiekanka makaronowa; zapiekanka z cukinią; zapiekanka z łososiem zapiekanka z cukinii; obiad z cukinii; cukinia na kanapki zupka