Dzicy w kościele

DSC_1287

Pamiętam sytuację sprzed wielu lat, kiedy to ksiądz powiedział z ambony: „proszę zabrać to płaczące dziecko, ono nam przeszkadza”. Sama miałam wtedy może dziesięć lat, ale byłam skonsternowana; wzbudziło to mój wewnętrzny sprzeciw.

„Dzieci płaczą, są głośne, nie przestają się ruszać. Jednak naprawdę mnie denerwuje, gdy widzę, że dziecko płacze w kościele, a ktoś mówi, że musi wyjść. W łzach dziecka jest głos Boga: nigdy nie można wyrzucać ich z kościoła” – powiedział niedawno papież Franciszek.

To prawdziwa ulga, że sam papież staje po naszej stronie:) To chyba nasze dzieci miał na myśli, mówiąc „głośne” i „nie przestają się ruszać”. Trudno jest balansować pomiędzy ich naturalnymi potrzebami i ograniczeniami a szacunkiem dla potrzeb innych wiernych oraz uczeniem szeroko pojętej kultury. Ale próbujemy.

Taka sytuacja. Jestem z dziećmi, mężem, a nawet mamą i bratem na Mszy świętej…trydenckiej. Chorały gregoriańskie, recytacja modlitw w łacinie, dużo ciszy, bogata symbolika. Idealne warunki do przeżywania misterium, odczucia sacrum. Czuję, ale jednak rozumiem niewiele (jak dziecko?). To ciekawe przeżycie i polecam uczestnictwo w takiej Mszy szczerze (tym oczywiście, którzy w ogóle w kościele bywają;)

Ale nie o tym miałam pisać. Otóż tuż przed Mszą podeszła do nas sympatyczna siostra zakonna. Podała mojemu synowi rękę na powitanie i zaprosiła nas do bocznej nawy, gdzie zorganizowano kącik dla dzieci. Duży dywan, na nim stolik, kilka krzesełek. Pudło z przyborami do rysowania, książeczkami, malowankami (większość o treści katolickiej lub po prostu z „morałem”). Ciepło, bo obok grzeje znacznych rozmiarów kaloryfer, dzieci w samych bluzach (a mróz trzaskający, zima niczego). Podczas gdy młodzież oddaje się cichej (no, w miarę) zabawie, rodzice mogą skupić się na tym, po co właściwie do kościoła przyszli.

Ktoś powie, „przecież tu nie przychodzi się malować czy bawić”. Po co więc? Po co przychodzą tu dzieci? Chłonąć atmosferę, obserwować rodziców, modlić się na swój sposób. NIE stać na baczność, wzmacniając skojarzenie kościoła z nudą i udręką. Dla mnie takie wyznaczone w kościele miejsce to właśnie równowaga odnaleziona pomiędzy swobodą dziecka a potrzebami dorosłych – wyciszenia, refleksji, spokoju.

Wielka szkoda, że w naszej parafii takiego miejsca nie ma. Jest za to Msza dla dzieci, kierowana jednak bardziej do uczniów niż do brykających, temperamentnych pięciolatków (co nie zmienia faktu, że na pewno podczas niej dopuszczalna jest większa swoboda). W związku z tym musimy sobie jakoś radzić.  Stawiamy na kompromis pomiędzy pełnym luzem a staniem na baczność przy rodzicach (bez makowin niewykonalne). Układ jest prosty: możesz chodzić i oglądać wszystko po cichu, a nawet spacerować wokół kościoła i rozmawiać z innymi dziećmi, ale w czasie przeistoczenia jesteś przy nas, w całkowitej ciszy, bo to niezwykle ważny moment (chleb i wino zamienia się w ciało i krew Pana Jezusa – starałam się wytłumaczyć synowi, cóż, myślę, że rozumie niewiele mniej ode mnie;) Nie pozwalamy oczywiście biegać pięciolatkowi po kościele, pokrzykiwać, zaczepiać czy szturchać innych, jeść. Stopniowo zwiększamy oczekiwania – w związku z tym, że dziecko coraz więcej rozumie i wie, potrafi bardziej panować nad potrzebą ruchu i zabawy. Czasem wytrzyma kilkanaście minut w spokoju, nieraz wypalając pośród ciszy z palcem wycelowanym w fantazyjnie zaprojektowany konfesjonał: „Czy to RAKIETA?” (musimy zwiedzić jeszcze kościół na spokojnie, gdy nikogo w nim nie będzie, i to nie jeden, i to nie raz;) Mam nadzieję, że ta swoboda, regulowana odpowiednio do wieku i możliwości pozwala dziecku uczestniczyć we Mszy tak jak potrafi (w końcu każdy modli się jak umie;)

Teraz, latem, spędzamy Msze na dworze. Nie zgadzam się z tezą, którą słyszałam od księdza w dzieciństwie, że poza drzwiami kościoła to już nie uczestnictwo we Mszy. Moje poglądy potwierdza zresztą dobre nagłośnienie PRZED niektórymi kościołami oraz fakt udzielania Komunii świętej na zewnątrz. W jednej z pobliskich parafii jest nawet oczko wodne ze złotymi rybkami i wodospadem. To również miejsce, gdzie dzieci chętnie przebywają podczas mszy, dając rodzicom chwilę spokoju na modlitwę i wysłuchanie homilii.

DSC_1280DSC_1279DSC_1277

Potrzeby dorosłych i potrzeby dzieci zderzają się w kościele. Ale, jak zawsze, są przecież do pogodzenia, jeśli tylko jest dobra wola obu stron.

Pewien ksiądz napisał nawet o tym tak…

„Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
stale mieli coś do roboty
oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole
z zawistnymi łapkami
klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem
jak szczypawką
pokazywali różowy język
grzeszników drapali po wąsach sznurowadeł
dziwili się, że ksiądz nosi spodnie
że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę
i ubrał tłustą rękę w wodę święconą
liczyli pobożne nogi pań
urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łebek
niuchali co w mszale piszczy
pieniądze na tacę odkładali na lody
tupali na zegar z którego rozchodzą się osią minuty
wspinali się jak czyżyki na sosnach aby zobaczyć
co się dzieje w górze pomiędzy rękawem a kołnierzem
wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione O
kiedy ksiądz zacinał się na ambonie

– ale Jezus brał je z powagą na kolana.”

Ks. Jan Twardowski, „O maluchach”

A na koniec zabawa dla Was. Znajdź 10 różnic!;)

11312240_1625850387554271_947335849_nFot. Instagram: Wspomniany kącik dla dzieci. Lublin, Polska

1597392_102712020077575_1665015355_nfot. Instagram: „Podczas Mszy w Ulupu Arapeszki pozwalają swoim dzieciom na swobodę” (to zdjęcie z książki Wojciecha Bębna „Dzieci kazuara” staje mi zawsze przed oczami, gdy jestem z dziećmi w kościele;). Ulupu, Papua Nowa Gwinea.

Podziel się
  • Asia Pietrzyk

    U nas kącika zabaw nie ma, ale w „dużym” Kościele nikt nigdy dzieciom złego słowa nie powie, a raczej wszyscy podchodzą z uśmiechem i zrozumieniem. Za to w kaplicy są dwie msze dla dzieci (niestety dla starszych niż moje) i cały kosz poduszek, na których dzieciaki siadają na stopniach przed ołtarzem 🙂 ja jakoś nie lubię być na mszy przed kościołem, ale może zmienię zdanie 🙂
    A który kościół w Lublinie jest tak fajnie wyposażony?

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Kościół rektoralny pw. Niepokalanego Poczęcia na Staszica. Widzisz, różne są opcje na dzieci w kościele. A przed kościołem – to już zależy jaka jest organizacja. Jak jest nagłośnienie, ksiądz wychodzi z komunią, kościelny z tacą…;) to jest OK. A msze dla dzieci to super sprawa, jeśli są prowadzone „na poziomie”. Np. na rodzinnych mszach, które odprawia nasz Wujek, dzieci reagują super, słuchają, są zajęte. Pozdrawiam!

  • http://wspolczesna-mp.pl WspolczesnaMP

    U nas w kościele nie ma takich udogodnień. W sumie, gdyby się tak głębiej nad tym zastanowić, to w żadnym z kościołów, w których bywała regularnie, nie było takich miejsc. Będąc dzieckiem nauczono mnie siedzenia cicho itd. i powiem szczerze, że ciężko mi teraz pozwolić dzieciom na swobodę w takim miejscu. Aczkolwiek nie przeszkadza mi to jak inne dzieci „zakłócają” przebieg mszy.

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Oczywiście swoboda ma swoje granice;) Są też dzieci, które dadzą radę stać przy rodzicach, ale dla tych bardziej temperamentnych to bardzo trudne i obawiam się,że może zniechęcić do kościoła na długo.

  • http://www.blogowypamietnik.pl/ Blogowy pamiętnik – Kate

    U nas w kościele nie ma również udogodnień ale na msza dziecięca jest krótsza i ksiądz pozwala na wszystko.

  • http://mmwdoliniehipsterow.blogspot.com Młoda Mama

    A ja nie chodzę do kościoła już parę dobrych lat, choć wcześniej byłam jedną z tych młodych osób, które spędzały tam niemal cały wolny czas. I jednym z pierwszych powodów, dla których się zniechęcałam do katolików, była właśnie sytuacja z dziećmi w kościele…

    Wyobraź sobie, że Twoje 5-letnie dziecko zna wszystkie pieśni, jakie tylko zagra organista. W dodatku całkiem nieźle je śpiewa! Czasem odwraca się podczas mszy do tyłu, żeby naprawdę grzecznie uśmiechnąć się do ludzi za nim…
    Takiemu właśnie chłopczykowi miałam okazję się przyglądać. Wzór do naśladowania dla co drugiego dorosłego, a co dopiero dzieci. A rodzice non stop upominali go: a to, żeby śpiewał ciszej, a to, zeby się nie odwracał i najlepsze: żeby nie śmiał się w kościele (ani raz nie zaśmiał się na głos, po prostu się uśmiechał). I w końcu wyprowadzili go z kościoła, bo „takie niegrzeczne dzieci nie powinny być na mszy”.

    Od tamtej pory zaczęłam się wielu zachowaniom przyglądać uważniej…

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      A gdyby tym rodzicom urodziło się bardziej „aktywne” dziecko? Dopiero byłby dramat…

      • http://mmwdoliniehipsterow.blogspot.com Młoda Mama

        O tym to ja nawet wolę nie myśleć!

  • http://www.spesalvi.pl/ Spesalvi

    Przyznam, że nigdy nie mogłem zrozumieć oporów dorosłych, zwłaszcza księży, przed tym, by kościół był miejscem, do którego dziecko lubi przychodzić. Kurczę, no, przecież idziemy spotkać się z Tatą, nie?

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Święte słowa, nomen omen;)

  • http://antyterrorystka.blogspot.com/ Matka Antyterrorystka

    W moim mieście są 3 kościoły. Msze dla dzieci też są…ale dla tych grzecznych i zamiast dzieci widać na nich starsze panie oburzone bo dzieci są za głośno…z resztą księża w każdym z kościołów nie tolerują małych głośnych dzieci…nie chodzimy więc z córką. Jeśli ma iść i się męczyć bo będzie co chwilę upominana wolę poczekać parę lat i wtedy ją zabrać

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      To przykre – taka sytuacja zniechęca i dzieci, i dorosłych.

      • http://antyterrorystka.blogspot.com/ Matka Antyterrorystka

        Dokładnie. Ostatnio w mojej miejscowości było otwarcie sklepu i impreza dla dzieci przed nim. proboszcz zadzwonił na policję i musieli zakończyć imprezę bo księdzu przeszkadza…

        • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

          W jednej z pobliskich parafii podczas odpustu wieczorami były proboszcz urządzał huczne „jazzowanie”,więc księża jak to ludzie,bywają różni.Ale opinia idzie na poczet wszystkich,a nawet i świeckich katolików.

  • http://swinki3.blox.pl/ Monika Kilijańska

    W mojej parafii w zakrystii dzieci mają kącik zabaw i proboszcz szczerze cieszy się z każdego małego biegacza!

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      To rozumiem:)

Polub Elementarz

Hurra chcesz mnie polubić
Hurra chcesz mnie polubić
INSTAGRAM

Chmurka

Baleron białoruski z szynkowara; karkówka z szynkowara bank mleka; mleko matczyne; Salma Hayek karmi piersią; karmienie czyjegoś dziecka bezdech cesarskie cięcie; cesarka; znieczulenie podpajęczynówkowe; chłopiec bawi się lalkami; co robić z dzieckiem czym zająć dziecko w podróży; podróż z dzieckiem domowa mielonka tyrolska; mielonka z szynkowara gotowanie dla bliźniąt gotowanie dla niemowlaka instagram jak skutecznie i bezpoleśnie popełnić samobójstwo; jak się zabić; jak odebrać sobie życie jak wykąpać bliźniaki jak wyrwać mleczaka karmienie bliźniaków; bliźniaki na piersi karmienie piersią trojaczków; karmienie tandemowe; jak karmić trojaczki kolka niemowlęca; sposoby na kolkę; sab simplex; biały szum książki mojego dzieciństwa; konkurs książkowy narodziny niebanalny prezent; prezent dla babci; prezent dla dziadka niebezpieczne środki czystości; naturalne środki czyszczące pamiątki z dzieciństwa pasztet dla niemowlaka; pasztet dla dziecka; domowa vegeta pierwsza zupka Polisport Wallaby Evolution Poród bliźniaczy prezent dla dwulatka; prezent na 2 urodziny recenzja; Dziewczyny z Powstania; Powstanie Warszawskie rozszerzanie diety Rummikub; gra rodzinna; fajna planszówka Sala Zabaw w Lublinie; wyniki konkursu samobadanie piersi; samobadanie jąder; gra wstępna śmierć w nagrzanym samochodzie spanie z dzieckiem; współspanie; dzielenie snu; bliskość w nocy strzykawka tort usypianie przedszkolaka wagon Step2; dla bliźniąt; wózek dla bliźniaków warzywa na balkonie; kreatywne zabawy ekologiczne weleda Wielkanoc zabawki do kąpieli; Lilliputz; Wężowa wyspa; Fisher Price; Hot Wheels; Przyjaciele z wanny zabawne dialogi; dzieci mówią; zapiekanka makaronowa; zapiekanka z cukinią; zapiekanka z łososiem zapiekanka z cukinii; obiad z cukinii; cukinia na kanapki