Cesarka – i hit, i kit

tymcio

To nie jest artykuł o tym, czy cesarka to poród ani o tym, jak lepiej rodzić. To wspomnienie moich doświadczeń z dwóch cięć cesarskich, poprzez które przyszło na świat troje naszych dzieci. Dla rodziców, którzy oczekują – ku pokrzepieniu serc (uważam, że odpowiednio podana wiedza krzepi, niewiedza napełnia lękiem), dla tych, co już po – dla wspomnień.

Nasz syn ma już ponad 5 lat, także trochę czasu od pierwszej cesarki minęło, jednak takich rzeczy się nie zapomina. Postaram się opisać to raczej na chłodno, tak by mamy oczekujące porodu skorzystały z tego jak najwięcej; emocji mają pod dostatkiem własnych.

Od początku ciąży byłam (pozytywnie) nastawiona na to, że rozwiązanie musi nastąpić poprzez cesarskie cięcie. Nie wiedziałam jednak, kiedy i dlaczego tak szybko:) O faktycznym terminie porodu dowiedziałam się na sześć godzin przed „ścięciem” (urocza nazwa stosowana przez personel medyczny;), tuż po obfitym śniadaniu. Tętno synka zaczęło niebezpiecznie się wahać, poza tym wszystko wskazywało na to, że warunki wewnątrz nie są już dla niego korzystne: słabo rósł. Miałam czas na prysznic, KTG, wykonanie kilku telefonów. Tuż przed triumfalnym wjazdem na salę operacyjną (jak w filmach, pod prześcieradłem, a nade mną migały szpitalne lampy) położne założyły mi cewnik. Wrażenie z kategorii: nieprzyjemne, ale sam montaż trwa dosłownie 2 sekundy. Później cały czas, aż do znieczulenia ma się wrażenie oddawania moczu. Dziwne. Przepraszam za intymne szczegóły, ale to ważne – depilacja. Polecam opcję „na zero”, bardzo ułatwia utrzymanie higieny w okresie połogu, choć radykalne podejście nie jest obowiązkiem. Jeśli nie załatwiłaś tego we własnym zakresie (ja rozumiem, wielki brzuch, nie jest łatwo;), położne są na to przygotowane.

W szpitalu, gdzie przyszedł na świat nasz syn jest niestety taki zwyczaj (jak w większości szpitali w Polsce), że tata nie może uczestniczyć w cesarskim cięciu. Na szczęście była ze mną bliska mi osoba, położna.

Miałam także to szczęście, że mogłam decydować o rodzaju znieczulenia. Ponieważ mój kręgosłup jest w kiepskim stanie, miałam ze sobą jego rentgenowską fotografię. Zależało mi bowiem na zachowaniu świadomości, by od razu móc przywitać się z synem. Anestezjolog uznał, że nie ma przeciwwskazań do znieczulenia podpajęczynówkowego. Pierwszą czynnością na sali, po tym jak wygodnie ulokowałam się na stole operacyjnym, było założenie wenflonu (skoro doszłaś do etapu porodu, miałaś pobieraną krew wiele razy – wrażenie jest podobne, po prostu wkłucie) i poprzyczepianie rozmaitych elektrod, czujników, bajerów, ciśnieniomierzy. Wyglądałam pewnie trochę jak choinka. Następnie anestezjolog wykonał wkłucie „w kręgosłup”; to nie bolało mnie nic a nic, serio. Mogę mieszać kolejność (w końcu byłam pod wielkim wrażeniem tego wszystkiego;), jednak wydaje mi się, że teraz zaczęto manipulować stołem tak, że moja głowa znalazła się nieco niżej niż nogi. Anestezjolog sprawdzał, czy już nie odczuwam bólu (uparcie pryskał mnie wodą i pytał, czy jest zimna czy ciepła). Kiedy już odpowiedziałam prawidłowo (za którymś z kolei razem), pan doktor kiwnął porozumiewawczo do operatora i poczułam jakby ktoś widelcem przejechał mi po skórze w poprzek brzucha. „Halo, to był skalpel?” – pomyślałam, a może nawet zapytałam na głos. Czułam też jakby mrowienie, lekki ból ramion i dziwnie mi się oddychało. Zgłosiłam ten problem i zabawny pan anestezjolog wyjaśnił, że to normalne i że za chwilę odpadnie mi głowa;)?! Swoją drogą, chyba wszyscy anestezjolodzy starają się być zabawni. Poczułam szarpanie w brzuchu, ktoś stuknął mnie w wątrobę, następnie w śledzionę i trzustkę. Czułam, jakbym w środku miała zatłoczony skatepark. Nie bolało, ale jednak (przyznacie), dziwne uczucie. Nie widziałam, co rzeczywiście mam w brzuchu, ponieważ pomiędzy moją górą a dołem rozpostarto płótno. Od czasu do czasu mignęło nad nim jakieś zakrwawione narzędzie, tak mi się wydaje. A może koloryzuję teraz, pewnie tak. Dzięki temu przyjemniej się czyta;) Kiedy szarpanie ustało, czyli po jakichś dwóch minutach, przypomniałam sobie, że przecież dziecko powinno już być i krzyczeć. „Dlaczego moje dziecko nie płacze?”- „Jak to nie płacze?”, usłyszałam. I dopiero dotarł do mnie płacz noworodka. „A to mój płacze?” – „No, nie ma tu innego dziecka”. A więc jest, żyje, ma się dobrze! Później jeszcze kilkanaście minut tak leżałam, nic już specjalnego (fizycznie) nie czując. Dziecko było ważone, mierzone i co tam jeszcze się robi w „kąciku noworodka”. Za chwilę położna przyniosła mi zawiniątko, z którego wystawała malusieńka buźka, puszczająca bańki z ust. Mój synek nawet na chwilę uchylił oczka, by na mnie spojrzeć. Widzieliśmy się tylko przez kilka sekund, bo czekał na niego już ciepły inkubator (niestety, konieczność). Tata, nasłuchujący płaczu synka za drzwiami, wreszcie doczekał się pierworodnego i poinstruował panie, jak ostrożnie mają wieźć maleństwo na OIOM;) Nasze powitanie nie było idealne (bo nie mogliśmy być wszyscy razem, a synek zamiast na mój brzuch powędrował do inkubatora), ale inne nie mogło być.

Na tym skończyła się operacja, z kroplówką zostałam przewieziona do sali położnic (cóż za nazwa, ehh). I, wyobraźcie sobie, są jeszcze takie szpitale, gdzie nie ma odwiedzin na położnictwie. Jeśli ktoś z rodziny przebierze się za personel szpitalny (i udaje, że jest medykiem!), wejść może. Bez fartucha ani trochę. Operacja odbyła się po południu i nadchodziła ostatnia noc (na najbliższe trzy lata), kiedy mogłam normalnie się wyspać. Gdybym to wiedziała, może spróbowałabym spać. Byłam jednak tak nakręcona, że nie spałam. Kiedy już poczułam, że znieczulenie odpuszcza, za radą kuzynki prosiłam o kolejne kroplówki przeciwbólowe (przysługiwały mi trzy), tak by ból nie zdążył się nasilić. Poruszałam też nogami, kręciłam się w łóżku (za radą koleżanki:). To podobno pomaga przygotować się do wstania, które miało nastąpić po około 12 godzinach. Gapiłam się na zdjęcie synka w telefonie. Kilka razy dzwoniłam do mojego taty zapewnić go, że czuję się świetnie. Rozmawiałam też z kolegami męża, którzy przyjechali do niego uczcić narodziny Tymka (nie miałam nic przeciwko temu, skoro mąż nie mógł być ani przy mnie, ani przy dziecku) i  oczywiście z mężem. Wszyscy oni chcieli opowiadać mi jakieś zabawne historie, a wiedz,  że przez 2-3 pierwsze dni po cesarce lepiej się nie śmiać, nie kichać i nie kaszleć. To boli.

Jeżeli mogę coś doradzić, w sytuacji gdy nie będzie nikogo przy Tobie po operacji (u mnie był przez chwilę przebieraniec;), zadbaj o to, by w zasięgu ręki mieć: wodę (najlepiej w butelce – niekapce lub szklance z rurką od kroplówki – przez kilka godzin nie możesz podnosić głowy), wilgotne chusteczki, podkłady higieniczne, telefon i koszulę, którą będziesz mogła łatwo założyć. Państwowa koszula, którą dostałam po operacji, sięgała ledwo do bioder. Niby jest człowiekowi wszystko jedno, ale warto zachować resztki godności;)

Pierwszego wstania z łóżka po cesarce oczekiwałam jak skazaniec śmierci. Niepotrzebnie. Nie było łatwo, ale bez przesady. Każdy kolejny raz był łatwiejszy (ważne, by nie bać się wyprostować, to naprawdę nie boli). A gdy mogłam już odwiedzać synka i ściągać pokarm, poczułam się (prawie) jak nowo narodzona. Hormony jednak robią swoje. Piąta doba była już naprawdę świetna. Jeśli będzie Ci trudno, pomyśl, że za 5 dni będziesz śmigać. Naprawdę! Pamiętaj też, że jeśli odczuwasz ból (u mnie nie był on gorszy od menstruacyjnego), możesz przyjmować leki przeciwbólowe, które nie przenikają do mleka. Mama, która dobrze się czuje, lepiej zaopiekuje się dzieckiem. Nie musisz cierpieć.

Druga cesarka nastąpiła 4 lata po pierwszej. Tym razem, choć byłam nastawiona na znieczulenie podpajęczynówkowe, w ostatniej chwili dałam się namówić na narkozę.  Do momentu położenia się na stole wszystko przebiegało podobnie jak za pierwszym razem. Cewnik, wenflon, gadżety choinkowe. Zamiast wkłucia „w kręgosłup” dostałam na twarz maseczkę, miałam sobie mocno oddychać. Usłyszałam nazwę jakiegoś leku, który mi podano i usnęłam. Natychmiast się obudziłam. Byli przy mnie mąż i mama. Dowiedziałam się, że wszystko z dziećmi w porządku, za chwilę – na dowód tego – położna przyniosła kolejno dwa zawiniątka. Niestety, znów tylko na chwilkę.

Cesarka – jak dla mnie i hit (bo dzięki tej operacji mam troje zdrowych dzieci), i kit (bo jednak operacja, szpital, rozłąka tuż po narodzinach). I hit, i kit. A dla Ciebie?

P.S. Jeżeli jesteś nowym czytelnikiem, zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku i obserwowania na Instagramie!

Podziel się
  • http://www.dzieciowo.pl/ Kruszyzna

    Jestem w tej samej sytuacji co Ty. Te same wrażenia (różnice co do szczegółów ). 🙂

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Nawet liczba cesarek i dzieci bardzo podobna:)

  • http://zosiatestuje.pl Zosia Testuje

    Ja rodziłam naturalnie i niby mówią, ze szybciej dochodzi się do siebie, pol roku borykałam się z komplikacjami, ale jak ktoś ma pecha to palec w d…. Złamie. Coć sam poród nie był najgorszy, nie licząc wielu godzin w nieludzkich bólach t, a spotkanie z córka i trzymanie jej na brzuchu było najlepszym uczuciem na świecie, to zrobię wszystko by w drugiej ciąży rodzic CC.

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Palec w d..złamie,dobry tekst:)widzisz,ja też taki pechowiec,po drugiej cc kłopoty.A przecież to się zdarza tak rzadko.

  • soundlymalinka .

    Rodziłam naturalnie, więc cesarka jest dla mnie obca. Jednak nie rozumiem dlaczego niektóre kobiety mówią , że jeśli matka urodziła przez cc dziecko to nie był poród bo to nienaturalne, a dla mnie to śmieszne co gadają, przydał mi sie Twój post, chociaż odrobinę poszerzyłaś moją wiedzę, lub moją ciekawość jak to jest 😛 http://soundlymalinkaa.blogspot.com/

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Też słyszałam o tym,że cc to nie poród;)Jednak nie jest to dla mnie ważne,grunt że dzieci są szczęśliwie po tej stronie brzucha.Pozdrawiam!

  • http://www.mamacarla.pl Carla Ryba

    Aż mi się przypomniała moja cesarka! Kompletnie zapomniałam o tym, że głowa była trochę niżej, a faktycznie tak było. I potem miałam też wrażenie, że zaraz spadnę ze stołu. A nie spoglądałaś w lampy? Mi córeczkę położyli na szyji na chwilę, na czas szycia była z mężem, a potem już cały czas przy mnie. Mąż był przy cc. http://www.mamacarla.pl

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Rzeczywiście ktoś mi mówił,że wszystko można obserwować w lampach,ale się powstrzymałam.Za to po operacji oglądałam filmiki z cc na YouTube.Świetnie,że mogliście być razem w trakcie cc i po!

  • Grażyna

    Można powiedzieć jest sprawiedliwie-jeśli rodzisz fizjologicznie ,boli zanim urodzisz,jeśli przez cięcie,boli po.

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Mogłoby sprawiedliwie NIE BOLEĆ,mamy XXI wiek;)

    • Ona

      Czyli ja zostałam potraktowana niesprawiedliwie. Mnie bolało i przed i po. Poród naturalny skończył się cesarką.

      • http://www.zfilizankakawy.pl/ Joanna P

        Ja też właśnie tak mogę powiedzieć 😉

  • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

    Opisz koniecznie,lubię Bareję:)

  • http://www.zfilizankakawy.pl/ Joanna P

    Oczywiście, że hit i kit. Sama jestem mamą rodząca 2w1 bo po całej nocy już zaawansowanych skurczów o godzinie 10 rano i tak zadecydowano cc. Nie jest to wcale lekki, łatwy i przyjemny sposób „wydania” dziecka na świat. Szkoda, że nie wszystkie mamy którym natura bardziej sprzyjają nie potrafią tego zrozumieć, nawet czasem nie próbują.

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Najciężej mają właśnie chyba te mamy 2 w 1, jak to nazwałaś. Poród i cesarka w jednym. Czasem doświadczają tego mamy bliźniąt – pierwsze urodzone siłami natury, drugie – poprzez cesarskie cięcie.

  • Ania

    Ja jestem ogromną fanką cesarki i mówię to poważnie z ręką na sercu. Nie bolało mnie prawie NIC, a jestem z tej kategorii osób, które wyobrażą sobie, że boli i faktycznie, odczuwam fizyczny ból. Serio! Mój próg bólu jest tak niski, że czasem myślę, że w ogóle go nie mam. Gdy myślałam o cesarce, po prostu wmawiałam sobie, że nie może mnie boleć, bo ja przecież nie zniosę takiego bólu.
    Cesarkę miałam w 2013 roku, znałam termin porodu od 6msc ciąży. Wszysko przebiegało podobnie, z tym, że ja nie musiałam rozstawać się z córką. Tylko na czas, kiedy po porodzie ją mierzono, ważono itp., no i później, kiedy brano ją na szczepienia, badania itd. Mąż wprawdzie nie był ze mną w czasie cesarki, ale czekał na sali, na którą przewieziono mnie tuż po. Zaraz potem przyniesiono nam córkę. Moja lekarka byłą zdziwiona wręcz, że tatuś jeszcze nie widział dziecka i szybko kazała przynieść. Mąż całymi dniami siedział ze mną i córką, nikt go nie wyganiał, a lekarka dodatkowo zapytała go żartem, czy on w ogóle wychodzi ze szpitala (przychodził przed porannym obchodem, a wychodził po). Pierwszą noc córka również spędziała ze mną na sali, ale co chwila, no może co pół godziny- do godziny, przychodziłą pielęgniarka sprawdzać czy wszystko ok, czy może podać dziecko lub odłożyć.
    Tuż po cesarce lekarka kazała nie wstydzić się prosić o leki przeciwbólowe i absolutnie nie zgrywać bohaterki i nie czekać, aż ból się nasili, tylko od razu wołać. Gdy ból będzie silny, nie ma szans na uśmierzenie go- tak usłyszałam i tego się trzymałam.
    W szpitalu leżałam od środy (dzień przed), w czwartek o 10:10 przyszła na świat córka, a w niedzielę byliśmy już na obiedzie u moich rodziców. I tu pewnie zaskoczę wszystkich, bo nie rodziłam w prywatnej klinice i to nie była cesarka na życzenie. Rodziłam w małej miejscowości, w malutkim szpitalu, gdzie personel jest przyjazny i opiekuńczy. Wskazanie medyczne do cesarki- nadciśnienie tętnicze, co jest ironią, bo w czasie cesarki „schodziłam” ze stołu, jak to określił lekarz.
    Rozpisałam się strasznie, ale na zakończenie dodam, że jeśli dane mi będzie mieć drugie dziecko, to pojadę jak w dym do tego szpitala, żeby mnie wycesarkowali 😉

  • http://www.zfilizankakawy.pl/ Joanna P

    Miałam na myśli licytacje: która rodziła naprawdę a która nie. Ostatnio dużo było kontrowersji wokół tego tematu i mamy rodzące przez cc uznane były za nie matki. To miałam na myśli, ale ogólnie wszelkie licytacje w stylu „ja miałam gorzej i ja lepiej wiem co to poród” mnie drażnią. Poród nikogo matką nie czyni i stwierdzenie, że rodzące przez cc nie są prawdziwymi matkami jest poniżające i żenujące…

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Zgadzam się.Słyszałam o tej „zadymie”.Rozpętała go jakaś sekciarska grupa bodajże z USA, olewam to;) Nie mam kompleksów z powodu cc. Gdyby nie ta operacja, wiele dzieci by nie przeżyło.

      • http://www.zfilizankakawy.pl/ Joanna P

        Matek i dzieci nawet. Ja nie mogłam w ogóle urodzić, więc gdybym się żyła nie w tych czasach to pewnie nie byłoby nas obu.

  • Róża Marzec

    Iza po narkozie mniej boli ?

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Myślę,że jest tak samo.Tylko urwałam opowieść,bo za chwilę nastąpiły komplikacje.są one ogromną rzadkością,więc nie chciałam ich tu opisywać.Moim zdaniem boli tak samo (dla mnie nie był to jakiś nieznośny ból, każdy odbiera to inaczej).Od razu na sali operacyjnej Po narkozie miałam podłączoną kroplówkę p.bólową,bo to nie znieczulenie,które mija stopniowo,jak przy podpajęczynówkowym.Różnica taka,że nie wiesz i nie czujesz,co się dzieje w trakcie operacji.Dla dziecka zdrowsze podpajęczynówkowe,ale lekarze za drugim razem już na sali zachęcili mnie do ogólnego (bo bliźnięta,możliwe zrosty itd.,więc się zgodziłam).

  • Angel

    Poród nie był zły… zatrucie, nadciśnienie, które mam od dziecka, moje 152cm wzrostu, rwa kulszowa i wywoływany poród przez dwa dni był okropny. komplikacje w trakcie były straszne, zakładanie dziecku sondy na główkę, masowanie brzucha.. przebijanie przez 10min pecherza owodniowego.. (trafilam na asystentke lekarza). Ściągnięto mnie z łóżka po 8h od wybudzenia.. siłą ze zbyt wysokiego łóżka. Zdarto koszulę operacyjną.. i stałam naga przy innych mamach.. przy otwartych drzwiach.. trafiłam na zołzę. O środkach przeciwbólowych nie było mowy. Kroplówkę miałam jedną po wybudzeniu.. nikt nie pokazał jak karmić. Mała nie piła nic przez 3dni. Straciła ekstremalnie dużo na wadze.. był lipiec.. najgorszy był czas po cesarce. Do tego dziecko miało rozciętą główkę skalpelem w dwóch miejscach.. Dla mnie tydzień w szpitalu był traumatyczny.. ale dobrze się skończyło.. przez to wszystko mam inne spojrzenie na świat. Bardziej doceniam moją mamę, więcej rozumiem i jestem silniejsza.. nie wiedziałam, że jestem w stanie tyle znieść. Po wyjściu ze szpitala już nie było bólu.. wtedy mogłam w końcu być matką… 🙂

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Brzmi jakbyś trafiła do rzeźni a nie do szpitala. Wstrząsające. Gdy jest się oszołomionym po porodzie rzeczywiście trudno się bronić czy domagać pomocy,ale może teraz warto napisać skargę-Twojego traumatycznego czasu w szpitalu to nie zmieni,ale może ochronić inne mamy?

  • powikłania po znieczuleniu pp

    Powikłania po znieczuleniu. hej… Jetem mamą Paulinki urodziła się 23 kwietnia przez niestety cc znieczuleniem pp. Byłam od początku nastawiona na naturalny powód, niestety tydzień przez terminem nasilił się ból w spojeniu. Wylądowałam w szpitalu a lekarz od razu wysłał mnie na stół :(. Dokładnie jak napisałaś tak miałam, ból przy podawaniu znieczulenia prawie wcale ale nieprzyjemnie powiedziano mi, że to szybka piłka znieczulenie, choć dobrych kilka minut trwał zanim mnie znieczuliło jak trzeba ( z 5 razy anestezjolog kazała mi podnosić nogi co robiłam), udało się w końcu :). Dziwne uczucie grzebania w brzuchu nawet raz mnie naciągało jak włożyła rękę, aby wyciągnąć maleństwo. Ale to nic usłyszałam ma pani córeczkę i tyle… zabrali ją, nawet mi jej nie pokazali( podobno tak jest w tym szpitalu ). Potem leżałam na sali dla położnic hihi nawet było znośnie, pielęgniarki i położne były miłe i dbały o każdy szczegół, Dziecko mi zaraz przyniesiono dojechał mąż a dziecko było kilka godzin z nami. Zabrane do kąpieli i przebrania po czym znowu ja przywieźli nie było problemu z mężem, aby był ze mną. Następnego dnia była pionizacja, poszło szybko nawet znośnie, ale dziwne nie mogłam stanąć w pełni na prawą nogę kolano lekko zgięte. Pomyślałam że to z powodu możne rozejścia spojeni został jakiś ból czy nacisk na biodro. Na druga dobę z powodu spadku hormonów taki mi powiedziało dostałam 2 ataki drgawek jakaś zapaść hormonalna powiedziała lekarka- dobrze że mąż był ze mną i szybko pobiegł po pomoc. Strasznie się bałam bo zaczęło mną podrzucać a obok leży Pauliną. Bałam się że zrobię jej krzywdę, szybko ją zabrano i podano mi coś.Na szczęście były tylko dwa i do rana już miałam spokój ale dziecka mi nie dano na noc, do mnie chodzono co godzinkę i mierzono ciśnienie. Dziwne bo nigdzie nie ma tego zapisane przy wypisie. Po 4 dniach byłyśmy już w domu. Dzidzia grzeczna kochana bez problemowa, ale mnie zaczeka boleć stopa a właściwie całe śródstopie. Wykonując zgięcie i wyprost stopy strasznie rwało, z każdym dniem ból się nasilał z czasem stawał się niedoniesienia. Mąż w żartach mówił, że może na stole przy cc mi coś pękło. Ale przecież cały czas była świadoma. W końcu do bólu nogi dołączyły biodra, ciągłe żyłam w świadomości że to z powodu tego rozejrzeć spojenia. Po ponad 3 miesiącach po porodzie ból zaczął mijać stopy zostały biodra( dwa razy po wstaniu z łózka upadłam).Podjęłam decyzje, aby wybrać się do ortopedy w sumie bardziej z zapytaniem czy mogę ćwiczyć już minęły 4 miesiące a ja dalej czuje biodra. Diagnoza lekarza po badaniu…. niestety ból bioder i nogi spowodowany powikłaniem po znieczuleniu. Tylko spacer, basen i skierowanie na tomografie. dopiero po zakończeniu karmienia. Na razie tyle mogę napisać. Mała ma ponad 5 miesięcy mnie bolą nadal biodra, oraz nogi najbardziej z rana czuje straszne obciążanie. Mam nadzieje ze was to nie spotka, choć i ja myślałam, że mnie nie spotka nic takiego. Pozdrawiam was serdecznie, mam nadzieje, że dałam wam trochę do przemyśleń i zastanowienia nad podjęciem decyzji.

    • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

      Powikłania, ehh…po ogólnym znieczuleniu niestety też bywają. I to złe, i to niedobre. Pozostaje mi życzyć Tobie zdrowia!

      • powikłania po znieczuleniu pp

        Dziękuje. Na razie nie mogę nic działać bo karmie, zostało mi to przeczekać. Oby jak naj mniej takich powikłań. Ale nigdy świadomie bym się nie zgodziła na cesarkę. Minęło 5 miesięcy a mnie blizna dalej swędzi i do tego jeszcze trochę zdrętwiały brzuch nad blizną .

        • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

          Często nie ma wyboru-cc ratuje życie mamy,dziecka kub obojga. Co do karmienia,wiele zabiegów i leków można stosować w jego trakcie.Lekarze bywają nadmiernie ostrożni-warto sprawdzić to np.na stronach Centrum Nauki o Laktacji.Czasem można przez pewien czas ściągać mleko i mrozić,by później dzień czy dwa móc zrobić przerwę na badania z kontrastem itp.Ale wiadomo,sytuacje są różne i trzeba uzgodnić z lekarzem (tylko właśnie,jeden jest z wiedzą o karmieniu na bieżąco,drugi na bakier;)

          • powikłania po znieczuleniu pp

            Nie jest to ból taki, abym musiała jeść leki. Chyba nic nie da się porównać w moim przypadku z ostatnim tygodniem przed cc. Mam skierowanie na Tomografie, ale doktor podkreślił że dopiero jak przestane karmić. Nie wiem czy ktoś był w trakcie karmienia i czy jest to aż takie przeciwwskazanie. Chętnie zasięgnę wiedzy jak ktoś był na TK w trakcie laktacji.

Polub Elementarz

Hurra chcesz mnie polubić
Hurra chcesz mnie polubić
INSTAGRAM

Chmurka

adaptacja do przedszkola Baleron białoruski z szynkowara; karkówka z szynkowara bank mleka; mleko matczyne; Salma Hayek karmi piersią; karmienie czyjegoś dziecka bezdech bicie dzieci blendowanie chłopiec bawi się lalkami; co robić z dzieckiem czworaczki z Bydgoszczy; czworaczki; pomoc dla czworaczków czytanie dziecku; jak zachęcić do czytania domowa mielonka tyrolska; mielonka z szynkowara etykietowanie dziecka; rola ojca w życiu dziecka gotowanie dla niemowlaka instagram jak skutecznie i bezpoleśnie popełnić samobójstwo; jak się zabić; jak odebrać sobie życie jak wykąpać bliźniaki jak wyrwać mleczaka jak zwiększyć szansę na bliźniaki karmienie piersią trojaczków; karmienie tandemowe; jak karmić trojaczki kolka niemowlęca; sposoby na kolkę; sab simplex; biały szum najtrudniejsze w wychowaniu bliźniąt narodziny niebanalny prezent; prezent dla babci; prezent dla dziadka niebezpieczne środki czystości; naturalne środki czyszczące odpieluchowanie bliźniąt; nocne odpieluchowanie; nauka korzystania z nocnika pierwsza zupka Polisport Wallaby Evolution rozszerzanie diety Rummikub; gra rodzinna; fajna planszówka Sala Zabaw w Lublinie; wyniki konkursu samobadanie piersi; samobadanie jąder; gra wstępna śmierć w nagrzanym samochodzie spanie z dzieckiem; współspanie; dzielenie snu; bliskość w nocy strzykawka talk-show; prawda w mediach; najpopularniejszy talk-show tort usypianie przedszkolaka wagon Step2; dla bliźniąt; wózek dla bliźniaków warzywa na balkonie; kreatywne zabawy ekologiczne weleda Wielkanoc współspanie bliźnięta zabawki do kąpieli; Lilliputz; Wężowa wyspa; Fisher Price; Hot Wheels; Przyjaciele z wanny zapiekanka z cukinii; obiad z cukinii; cukinia na kanapki ziemniaczki pieczone po żydowsku; ziemniaki po żydowsku